05.02.2014

jedz bez poczucia winy



tekst: Marcin Bończa-Tomaszewski, Michalina Bończa-Tomaszewska

fot. Michalina Bończa-Tomaszewska

Niektórzy są przekonani, że niejedzenie produktów zwierzęcych to najlepszy sposób na zdrowie, szczupłą sylwetkę i zachowanie harmonii w świecie. Inni pragną czerpać z czasów paleolitycznych. Jeśli ktoś schudł po zastosowaniu wybranej diety, to świadomie lub nie, główną przyczynę swoich dawnych problemów widzi w jedzeniu tego, co wyeliminował lub ograniczył: mięsa / ryżu / masła / ziemniaków i tak dalej.

Lubimy sztywne ramy i struktury. Konkretne wytyczne, co wolno, a czego unikać, ułatwiają postępowanie. Z tego powodu większość diet podzielona jest na odpowiednie fazy, produkty dozwolone i zakazane. Taki system daje poczucie kontroli, ale i tak nie eliminuje wielu rozterek.


Ograniczenia mają swoje miejsce i czas. Dobrze jest podejmować konkretne decyzje, czyli kształtować takie zachowania i nawyki, dzięki którym lepsza forma jest tylko ‘skutkiem ubocznym’, a nawet zaplanowane łamanie zasad niesie korzyści. Problem pojawia się wtedy, gdy szczupła, aktywna osoba czuje się winna jedząc ziemniaki albo owoce. Pewne strategie (o ile odpowiednio zastosowane) mogą być korzystne, ale nadmierne restrykcje potrafią przesunąć ich granicę zbyt daleko.

Każda „dieta” może przerodzić się w koszmar, zwłaszcza gdy nietrzymanie się określonych ram budzi w nas skrajne uczucia albo utrudnia relacje. Ożywa wtedy pełen wachlarz negatywnych emocji, od własnego poczucia winy, po obwinianie innych albo uczucie krzywdy wyrządzonej przez świat (jacy oni są beznadziejni, ciągle wciskają mi niezdrowe rzeczy). Negatywne emocje tworzą najgorsze środowisko do rozwoju. Wysysają energię, żeby w końcu zmusić do porzucenia wszystkich pozytywnych działań, pogłębić ewentualne tendencje anorektyczne czy bulimiczne i wpędzić w chorobę.

Najciekawsze, że w większości przypadków źródłem problemu nie są wcale ograniczenia, których przestrzegaliśmy. Jeśli na dłuższy czas eliminujemy coś ze swojego jadłospisu i nie odczuwamy z tego tytułu żadnych korzyści, to warto podjąć próbę: wprowadzić dany produkt i obserwować efekty. A gdy konsekwencji, których tak bardzo się obawialiśmy brak, to naprawdę nie powód do zmartwienia. (Szczególnie, jeśli jesteśmy szczupli albo poprawiliśmy już swoją formę i podążamy do celu.)

Niektórzy funkcjonują bardzo dobrze, gdy ograniczają ich sztywne ramy, choćby eliminacja wszystkich potencjalnie niekorzystnych produktów. Ale z naszego doświadczenia wynika, że jest to jedynie 5% i przede wszystkim osoby stawiające sobie (świadomie i w pełni odpowiedzialnie) krótkoterminowe cele takie jak zawody czy chęć sprawdzenia siebie w osiągnięciu szczytowej siły, sprawności, wytrzymałości czy niskiego % tkanki tłuszczowej.

Jeśli dopiero zaczynamy podróż ku celom, mamy nadwagę i stale jedliśmy przetworzone jedzenie (lub jesteśmy od niego uzależnieni np. płatki z rana, rogalik w południe), to pozytywny efekt przyniesie każda najnowsza dieta albo plan, od paleo do Odkwaszania w Wielkim Mieście.



Pisząc wprost. Jeśli jakakolwiek dieta (wegańska, paleo, bezglutenowa itd.) uczy nas fundamentów i sprawia, że na co dzień nie pragniemy już jeść ‘kosmicznego’ jedzenia, to jest dla nas dobra na ten czas. Tylko powinniśmy wiedzieć, że podobne rezultaty osiągniemy dokonując lepszych wyborów żywieniowych na co dzień i ucząc się planowania łamania zasad (co w praktyce oznacza dodatkowe posiłki spoza planu).

Nie jesteśmy przeciwnikami żadnej z racjonalnych diet czy idei żywieniowych. Często widać ogromne korzyści, które niosą (dla nas, dla innych, dla planety). Jednak zbyt często za piękną maską ukryte jest ich brzydsze oblicze w postaci mniej lub bardziej nasilonego ‘fanatyzmu’ - wtedy stają się modną dietą, krótkim fałszywym rozwiązaniem, dogmatem. Jedzenie ziemniaków, bananów, masła czy mięsa nie jest bezpośrednią przyczyną dodatkowych zbędnych kilogramów.


CO W PRZYPADKU TŁUSZCZU DO ZGUBIENIA ALBO ZDROWIA WYMAGAJĄCEGO POPRAWY?
Jeśli celem jest budowanie sportowej formy, sylwetki, mięśni, to restrykcyjne diety nie są odpowiednie. Ciężki trening kilka razy w tygodniu generuje potrzebę uwzględnienia dni o większym spożyciu kalorii / węglowodanów. Niektórzy potrzebują łatwo przyswajalnych węglowodanów, inni tłuszczów nasyconych albo skorzystania z „nowych technologii” jakimi są suplementy, których działanie potwierdza nauka i praktyka. Co zrobić?

1.
Wypisujemy żywność, której do tej pory unikaliśmy. Wprowadzamy wybrany produkt i sprawdzamy efekty.

2.
Wyznaczamy ilość dodatkowych posiłków, w których łamiemy zasady oraz planujemy, kiedy zjemy posiłek spoza planu.

3.
Kiedy jesteśmy już bardziej zaawansowani i wkraczamy w fazę „pielęgnacji” rezultatów, powinniśmy dokładnie wiedzieć, jaka żywność sprzyja naszym celom. Odnajdujemy też produkty, które w naszym przypadku zagłuszają sygnały głodu, prowadzą do przejadania się i braku kontroli. Być może jest to coś, co dotychczas uważaliśmy za zdrowe (chleb pełnoziarnisty, rodzynki, naturalne masło orzechowe).



TAK NAPRAWDĘ ISTNIEJE NIEWIELE
ŻYWNOŚCI JEDNOZNACZNIE ZŁEJ.
PRAWDZIWE ZNACZENIE MA WYBIERANIE TAKIEJ,
KTÓRA SPRZYJA NASZYM CELOM.


Dla przykładu. Osobiście często zdarzało nam się jeść za duże porcje posiłków składających się z nabiału i jajek, np. omletów, serników i deserów na bazie twarogu czy jogurtu. Pomimo, że biją o głowę gotowe dania i desery, to kontrolowanie ich porcji bywało uciążliwe. Każdy może mieć tego typu problem z innym daniem czy produktem. Pora je zidentyfikować.


Odnaleźliście już żywność sprzyjającą Waszym celom? Zidentyfikowaliście produkty zagłuszające sygnały głodu? Co to jest w Waszym przypadku?


JEDZ ŚWIADOMIE, TRENUJ SYSTEMATYCZNIE I CIESZ SIĘ Z REZULTATÓW.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...